Prof. Stanisław Bielecki, rektor Politechniki Łódzkiej:
– Strach przed tak zwanym „męskim kierunkiem” jest absurdalny. Dziewczyny mogą wszystko! |
Dziewczyny mogą wszystko Politechnika Łódzka nie od dziś obala mity na temat studiów technicznych – walczy z powszechnym przekonaniem, że są one trudne, nudne i odhumanizowane. W swoich materiałach promocyjnych uczelnia zapewnia, iż jedno jest tu pewne – przyszli absolwenci na pewno nie będą nalewać piwa w pubie. W jej murach systematycznie upada również kolejny mit, że politechniki nie są dla dziewczyn. Z roku na rok jest ich tu coraz więcej i coraz śmielej otwierają drzwi do swoich zawodowych marzeń. PŁ umożliwia swoim absolwentom oraz młodym naukowcom przemianę w młodych biznesmenów. Od 2008 roku działa tu specjalna komórka – Dział Transferu Technologii (notabene prowadzona głównie przez kobiety), dzięki której można zaplanować, a nawet rozkręcić swój własny biznes na bazie własności intelektualnej uczelni. DTT organizuje szkolenia, warsztaty i konsultacje z udziałem ekspertów, dzięki którym łatwiej wybrać skuteczną strategię przemiany nowej technologii we własną firmę. – Absolutnie należy zapomnieć, że są jakieś wyłącznie męskie zawody – mówi prof. dr hab. inż. Stanisław Bielecki, rektor Politechniki Łódzkiej. – Żyjemy w XXI wieku, technologie tak bardzo posunęły się do przodu, że właściwie wszystko jest już zminiaturyzowane. Dziś od siły fizycznej ważniejsza jest potęga umysłu. Dlatego strach przed tzw. „męskim kierunkiem” jest absurdalny. Dziewczyny mogą wszystko!
Kadra polecaSzukam leku na raka Prof. dr hab. Maria Koziołkiewicz, biolog molekularny, dziekan Wydziału Biotechnologii i Nauk o Żywności
Tuż po studiach trafiłam do PAN do zespołu, gdzie większość stanowili mężczyźni. Tam zrobiłam doktorat i habilitację, a kilka lat temu przeszłam do pracy na politechnikę. Jestem tu jedyną kobietą dziekanem i czasami, kiedy rektor zapomina się i mówi: „Proszę panów dziekanów”, śmieję się, że ja nie muszę tego słuchać, bo to nie do mnie. W tej chwili badamy aktywność polifenoli. Stawiamy pierwsze kroki w dziedzinie, która się nazywa nutrigenomika. To są kosztowne badania i wymagają kobiecej ręki. W moim zespole są wyłącznie panie. Biotechnologia nie kojarzy się już w tej chwili tylko z linią produkcyjną, przetwarzaniem skrobii, zbóż, ziarna w etanol czy tonę kisielu. Wielu znajomym, których córki zastanawiają się nad wyborem studiów biologicznych, doradzam biotechnologię. Biologia jest zbyt teoretyczna. Biotechnologia to działanie, możliwość zastosowania wiedzy teoretycznej w praktyce. Szukamy też leku na raka. Istnieje bardzo wiele związków pochodzenia naturalnego. Podejrzewamy, że te związki mają pewną aktywność biologiczną, mogą regulować metabolizm – to, jak żyją komórki. Mogą hamować podziały komórek nieprawidłowych, eliminować je. Pierwszy etap badań to wyselekcjonować związki, które budzą nadzieje, że rzeczywiście będą aktywne. Hodujemy też komórki prawidłowe, aby sprawdzić, czy ten sam ekstrakt nie działa zabójczo także na nie. Jeśli tak, mamy sygnał, że znaleźliśmy supertruciznę. Politechnika czeka na dziewczyny i jest taką samą opcją jak uniwersytet. Jedna z moich obecnych studentek ukończyła liceum w klasie humanistycznej. Wystarczy ciekawość świata i odrobina samozaparcia. A jeśli kogoś pociąga praca naukowa, także się tu nie zawiedzie. Może to zabrzmi trochę zbyt patetycznie, ale tu na Wydziale Biotechnologii przewidujemy i odkrywamy prawa natury. Wystarczy mrugnąć do komputera Dr inż. Aleksandra Królak, Zakład Elektroniki Medycznej w Instytucie Elektroniki
Kiedy zaczynałam studia, w mojej grupie było 25 osób. Po dwóch latach z czterech dziewczyn zostały trzy. Na początek trzeba było udowodnić kolegom, że potrafię bez ich pomocy „zarobić” na piątkę czy czwórkę. Dopiero wtedy uwierzyli, że radzę sobie sama. Drugi przełomowy moment to początek studiów doktoranckich. Byłam jedyna na piętrze, pierwsza doktorantka w zakładzie elektroniki medycznej. Tutaj też trzeba było przełamać lody. Na początku koledzy podchodzili do mnie z rezerwą, ale teraz mnie traktują po prostu jak kumpla. Mówią, że wniosłam do instytutu powiew świeżości. W Dzień Kobiet wszyscy się stawili z czekoladkami, kawką i ciasteczkami.
Na naszej uczelni jest mało dziewczyn, ale chyba nie miałam ani jednej grupy wyłącznie męskiej. W instytucie są też doktorantki. I mam nadzieję, że po doktoracie będą kontynuować karierę naukową. Panie zwykle za mało wierzą w swoje możliwości, ale znam też takie, które powalczyły i „dojechały” do stopnia profesora. Moja praca dzieli się na części: praca naukowa, artykuły i dokumentacja oraz praca dydaktyczna. Z pracą naukową jest różnie. Nie mam ścisłego podziału dnia. Najczęściej pracuję wieczorami i nocami, średnio 3-4 godziny dziennie. Niestety od listopada mam mało czasu ze względu na szum medialny wokół naszego projektu – komputera ze specjalnym programem do porozumiewania się przez osoby sparaliżowane. Zaczęło się od programu, który wykrywa mrugnięcia. Potem przeczytałam, że mruganie jest ostatnim odruchem, nad którym sparaliżowani tracą kontrolę. Postanowiłam to wykorzystać. Byłam architektem rozwiązania, a jako programiści pracowali moi czterej studenci z czwartego roku. Na początku wszystkim się zdawało, że to tylko zabawka. Na szczęście udało mi się zdobyć stypendium celowe i dzięki temu w ciągu mniej więcej dwóch lat powstał prototyp. To wszystko mnie samo znalazło. Miałam wielkie szczęście. Nie trzeba rzucać cegłami Mgr Paulina Rudnicka, III rok studiów doktoranckich, Wydział Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska
Budownictwo mam w genach i zawsze marzyłam o studiowaniu na tym kierunku. Najpierw jednak wybrałam „modną” ekonomię na uniwersytecie i dopiero na piątym roku zdecydowałam się podjąć wyzwanie i rozpocząć studia na politechnice. To był strzał w dziesiątkę! Powszechne przekonanie, że to nie jest odpowiedni kierunek dla dziewczyny, to fikcja. Niepotrzebnie się tym wcześniej przejmowałam. Student czy studentka – wszyscy traktowani są przez wykładowców tak samo, a dziewczyny świetnie sobie radzą. Są ambitne i wytrwale pokonują wszelkie trudności. Po budownictwie niekoniecznie trzeba nadzorować pracowników na budowie, można na przykład wybrać zacisze biura projektowego bądź jednostki naukowo-badawczej. Najlepiej przyjść na politechnikę, poobserwować, podpytać studiujące tu dziewczyny. Nikt nikogo nie będzie tu trzymał na siłę, ale warto spróbować. Gdybym nie poszła na budownictwo, wypominałabym to sobie do końca życia. Mówią studentki
Katarzyna Trzos, V rok w Centrum Kształcenia Międzynarodowego na kierunkach Gestion et Technologie oraz Mechanical Engineering and Applied Computer Science Niedawno wzięłam udział w konkursie „Grasz o staż”. Przez trzy miesiące realizowałam indywidualny, ambitny projekt opracowania wstępnych założeń dla procedury pobierania próbek i oznaczania jakości biomasy w celu rozliczenia dostaw. Mój piąty rok studiów jest oczywiście związany z energetyką – elektroenergetyka i rozwój zrównoważony. Obecnie znów jestem na stażu w laboratorium w Lille. Nieubłaganie zbliża się koniec studiów, ale mam już pomysły na początek pracy zawodowej: międzynarodowy program menedżerski organizowany przez duńską firmę zajmującą się produkcją wiatraków albo studia podyplomowe z optymalizacji zużycia energii elektrycznej we Francji.
Mgr inż. Weronika Krakowiak, ukończyła Mechanical Engineering and Applied Computer Science w Centrum Kształcenia Międzynarodowego
Dzięki uczestniczeniu w programie podwójnego dyplomu posiadam zarazem dyplom francuskiej uczelni Arts & MÝtiers ParisTech. Moja obrona odbyła się przed komisją francusko-polską, w systemie wideokonferencji, zorganizowanej przez Centrum Multimedialne Politechniki Łódzkiej. Było to dla mnie spore przeżycie, ale wszystko poszło doskonale. Decydując się na studia w C.K.M. dokonałam najlepszego wyboru w życiu. Są to studia nowoczesne pod względem programu, z innowacyjnym podejściem opiekunów i wykładowców. Zajęcia dają możliwość wszechstronnego opanowania języka obcego wraz ze słownictwem technicznym. Ogromną zaletą tych studiów jest także obowiązkowy wyjazd studenta za granicę na uczelnię partnerującą na pobyt nie krótszy niż jeden semestr. Ja spędziłam 3 lata w Polsce i 2 we Francji.
|