| Politechnika Gdańska |
7999 kobietW ubiegłorocznej rekrutacji Politechnika Gdańska wśród wszystkich polskich uczelni zajęła drugie miejsce pod względem popularności. Dziewczyny zdecydowały o tym w prawie czterdziestu procentach!
Dostojny gmach z początku XX wieku (cały kompleks o kubaturze ponad 200 tysięcy metrów sześciennych zbudowano w cztery lata!) dość długo był enklawą zdominowaną przez mężczyzn. Jeszcze w latach sześćdziesiątych na stacji kolejki Politechnika wsiadali i wysiadali prawie sami mężczyźni. „Rezerwą małżeńską” była wtedy dla uczelni Akademia Medyczna, gdzie na farmacji zdecydowanie przeważały panie. Zmianę myślenia o studiach technicznych widać wyraźnie na stacji Politechnika – dziś w kierunku lipowej alei prowadzącej do bramy uczelni rusza tłum, w którym proporcje płci są zupełnie inne niż czterdzieści lat temu. Na ponad 22 tys. studentów na PG studiuje w tym roku 7999 kobiet. Pod koniec maja PG będzie świętować jubileusz 65-lecia powojennej działalności. W kampusie przy Narutowicza pojawią się absolwenci – wśród nich panie, które kilkadziesiąt lat temu uwierzyły, że politechnika to miejsce, w którym kobiety mają coś do powiedzenia. Ich dokonania dowodzą, że miały rację! Kadra polecaPraca ze studentami dodaje mi energiiDr hab. inż. Elżbieta Urbańska-Galewska, prof. nadzw. PG, prodziekan na Wydziale Inżynierii Lądowej i Środowiska Kontynuuję rodzinną tradycjęMonika Czech, absolwentka Wydziału Mechanicznego PG, pracuje w Dziale Konstrukcyjnym firmy Eaton Kiedy rozpoczynałam studia na Wydziale Mechanicznym, było nas około 50 kobiet. Znaczna część koleżanek wybrała studia inżynierskie na kierunku inżynieria i marketing. 5-letnie stadia magisterskie ze mną ukończyło około 10 dziewczyn. Nigdy nie odczuwałam dystansu ze strony swoich kolegów. Wręcz przeciwnie, nawiązało się wiele przyjaźni, które trwają do dziś. Był to jeden ze wspanialszych okresów w moim życiu. Kończyłam ciekawą specjalność automatyka i robotyka, gdzie dużo zajęć teoretycznych wykorzystywaliśmy w praktyce, uczestniczyłam także w pracach projektowych. Pracę w firmie Eaton zaczęłam na ostatnim semestrze studiów. Zaczynałam jako konstruktor, obecnie zarządzam zespołem technicznego wsparcia klienta na rynku europejskim w Dziale Konstrukcyjnym. Zajmujemy się dobieraniem skrzyni biegów do samochodu ciężarowego klienta, a także wspieraniu działu sprzedaży i planowania produktu od strony technicznej. Uważam, że zbyt mało nas jest na studiach technicznych. Nie wiem, z czego to wynika. Dziewczyny, jeżeli czujecie się dobrze w przedmiotach ścisłych, nie ma się czego bać! Na Politechnice spędziłam całe życie
Studiowanie pochłaniało większość naszego czasu, pracowało się dorywczo w spółdzielni studenckiej: korepetycje, mycie okien. Chłopaki chodzili do stoczni, rozładowywali wagony – ale tylko w nocy! W ciągu dnia siedzieliśmy na wykładach i w bibliotece, ale w wolnym czasie kwitło życie studenckie. Chodziliśmy na seanse do DKF-u, na imprezy do legendarnego klubu „Żak”. Całe moje życie zawodowe – 35 lat – spędziłam na PG. Czasami żartuję, że nie zrobiłam habilitacji, bo... nie miałam żony, która by mi pomagała, wyręczała w zajęciach domowych. Obserwowałam, jak zmieniają się kolejne pokolenia studentów. Przybywa dziewczyn, co wiąże się nie tylko z ich coraz większą przebojowością, ale także z tym, że z pejzażu Trójmiasta znika systematycznie ciężki przemysł. Zastępują go firmy wysokich technologii, kosmetyczne, przetwórcze, gdzie kobietom łatwiej się odnaleźć. Mówią studentkiElżbieta Żmuda, V rok kierunku mechanika i budowa maszyn na Wydziale Mechanicznym
Bez pomocy mamy trudno byłoby mi studiować. Synek czasami przychodzi za mną na uczelnię. Wyraźnie interesuje się techniką – ma już swoje ulubione modele silników, które stale ogląda. Można powiedzieć, że politechnikę ma w genach!
Pływam z sentymentu, moją nową pasją jest wioślarstwo. Na szczęście treningi są w godzinach popołudniowych oraz w weekendy więc zaraz po zajęciach lub pracy jadę na przystań. Na pierwszym roku studiów byłam zaskoczona, że klub uczelniany ma tyle sekcji. Najwyraźniej nasi studenci bardziej ciągną do sportu niż ich koledzy z uczelni nietechnicznych. W życiu zawodowym chciałbym połączyć budownictwo i sport. Z racji profilu dyplomowania – zarządzanie nieruchomościami – marzy mi się zarządzanie kompleksem sportowo-rekreacyjnym z prawdziwego zdarzenia. Stanowisko kierownika budowy takiego obiektu też byłoby wielkim wyzwaniem. |
||








Prof. Henryk Krawczyk, rektor
Jest ich coraz więcej. Zdobywają wydziały do tej pory zarezerwowane dla mężczyzn („Łatwiej spotkać Yeti niż dziewczynę na ETI – na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki”) i umacniają się na tych tradycyjnie sfeminizowanych. Mają w czym wybierać – Politechnika Gdańska oferuje 29 kierunków studiów na dziewięciu wydziałach, od architektury do zarządzania.
Wybierając budownictwo kontynuowałam tradycję rodzinną – mój wuj był architektem, odbudowywał Gdańsk ze zniszczeń wojennych. Na moim roku było sporo dziewczyn, około 20 procent. Po dyplomie zdecydowałam się na pracę na uczelni, która w ówczesnych warunkach była zdecydowanie ciekawsza niż na budowie czy w biurze projektowym. Przede wszystkim dlatego, że budowami nie rządziły wtedy zasady gospodarki rynkowej, a ja nie potrafiłam wykonywać dobrze pracy niezgodnej z logiką i rozsądkiem. Natomiast na politechnice czułam się znakomicie, bo bardzo lubiłam – i nadal uwielbiam – pracę ze studentami. To energetyzujące, ciekawe zajęcie, pozwalające stale poszerzać swoją wiedzę. Jednym z interesujących wyzwań zawodowych w ostatnim okresie było koordynowanie pracy 40-osobowego zespołu opracowującego ekspertyzę historycznej Hali Olivii – unikalnej nie tylko w skali Polski konstrukcji z 1972 roku, którą trzeba było zbadać metr po metrze od fundamentów po dach. Dla pełnego bezpieczeństwa, tych samych obliczeń dokonywały dwa zespoły, które kontrolowały się nawzajem. Myślę, że dziewczyny, które dziś decydują się na studia techniczne, mają trochę łatwiej niż kobiety z mojego pokolenia. Dziś młody ojciec, który bierze urlop żeby zajmować się dzieckiem to nic nadzwyczajnego. To z pewnością ułatwi kolejnym rocznikom podejmowanie decyzji o zostaniu inżynierem.
Dorastałam w rodzinie, w której dominowali inżynierowie: tata ukończył studia na wydziale MEL Politechniki Warszawskiej a brat, podobnie jak ja, Politechnikę Gdańska. W szkole lubiłam matematykę i fizykę, poza tym interesowała mnie technika i motoryzacja. Skończyłam Technikum Mechaniczne, więc miałam dobre podstawy do kontynuowania nauki na uczelni technicznej.
Dr Bogumiła Makuch, absolwentka i wieloletnia pracowniczka naukowo-dydaktyczna PG
Z Politechniką jestem związana od wczesnych lat sześćdziesiątych, najpierw jako studentka, potem jako asystent-stażysta, doktorant, nauczyciel akademicki. Miałam szczęście studiować pod skrzydłami przedwojennej kadry – profesorów z Wilna i Lwowa. Inne były wtedy relacje studentów z kadrą. Przyznaję, że długo się zastanawiałam, zanim odważyłam się zapukać do pokoju profesora. Pełniłam funkcję wicemarszałka Parlamentu Studentów, reprezentowałam kolegów wobec kadry – ale nie pozwoliłabym sobie wejść bez zaproszenia, czy w niedbałym stroju. Na egzaminy – wszystkie! – przychodziłyśmy ubrane na biało-granatowo czy czarno-biało. Zresztą, prawdę mówiąc, wielkiego wyboru nie było: jak któraś z koleżanek szła na randkę, cały akademik kompletował jej strój, dziewczyny pożyczały, co miały najładniejszego. Nie było między nami rywalizacji w tej dziedzinie, bo właściwie wszystkie byłyśmy jednakowo biedne.
Moje dzieci – 5-letni synek i 2,5 letnia córeczka – urodziły się w trakcie studiów. Nie obyło się bez przerw w nauce, ale gdybym ich nie miała, pewnie nie zainteresowałabym się urządzeniem, nad którym obecnie pracuję. Jest przeznaczone do chłodzenia mózgu noworodków urodzonych w stanie niedotlenienia. Rozwój tych dzieci może być mniej zaburzony, gdy wprowadza się je w stan hipotermii – silnie chłodzi się głowę dziecka, a reszta ciała pozostaje w stanie hipotermii łagodnej.
Po zakończeniu kariery czynnego sportowca, rok przed maturą stanęłam przed wyborem uczelni. Zawsze lubiłam rywalizować z kolegami, więc papiery złożyłam do Akademii Marynarki Wojennej oraz na Politechnikę Gdańską. 





